No i stało się, trafiło na mnie spalony port USB w mojej Z10. Gwarancja na szczęscie jeszcze jest. Na stronie minolty dowiedziałam się iż, " Od dnia 1 kwietnia 2006 roku, obowiązki związane z serwisowaniem i pomocą techniczną [...] przejmuje firma ADDER - Autoryzowana Stacja Serwisowa SONY:
ADDER Sp. z o.o.
ul. Magazynowa 14a
02-652 Warszawa
Tel.: (22) 853 18 89
www.adder.waw.pl
e-mail: serwis@adder.waw.pl"
Wyjełam baterie, karte pamięci, zapakowałam aparacik w pudełko i pojechałam.
Bardzo uprzejmy Pan w serwisie obejrzał dokładnie kartę gwarancyjną, paragon i oczywiście aparat. W protokole przyjęcia wpisał (ponoc standardową formułkę) ślady użytkowania i oczywiście opis usterki. Na aparacie pozostawiłam nakrecony filtr UV tak na wszelki wypadek, nigdy nic nie wiadomo. Poprosiłam jeszcze Pana, że gdyby tak była możliwość załatwić to przed długim weekendem byłam bardzo wdzięczna (wszystko to działo się w poniedziałek 24.04.2006).
Jakże się ucieszyłam gdy wczoraj (środa 26.04.2006) dostałam smsa, że aparat jest już do odebrania, niestety dostałam go godzine przed zamknięciem serwisu i już nei zdazyłam odebrać. Pojechałam dzisiaj. Pani wzieła kwitek, poszła szukac mego aparatu, wróciła po chwili dłuższej. Aparat w pudełeczku, ładnie ofinięty folijką, wszystko gra i buczy, wyjaśniła mi, że wymienili port USB i kabel. Wyjełam aparacik obejrzałam ze stron wszyskich, TYLKO kurde pod dekiek nie zerknełam, zrobiłam to dopiero w samochodzie przed serwisem. Patrze i oczom nie wierzę na obiektywie RYSA. Szybki odwrót, i już po minucie rozmawiam sobie z Panem uprzejmym, który aparat przyjmował trzy dni wcześniej. A pan twierdzi, że ABSOLUTNIE to nie jest ich wina i że ta rysa to juz musiała byc na obiektywie, na moją sugestię, że parat przecież dokładnie oglądał zanim go przyjął stwierdził, że mogł tego zwyczajnie nie zauważyć, a teraz to ja sobie co najwyżej do prezesa moge napisać a on mi ewentualnie odpowie. Adres do prezesa?? nie ma, mam zaadresować list na adres serwisu, mejl?? moge napisac co najwyżej na mejla serwisu. Poprosiłam o jakieś pisemko, że aparat odbieram z rysą, nie da rady oni takich druków nie mają, poprosiłam żeby napisał poprostu na kartce i przystęplował - nie da rady, nie ma takiej możliwości, mogę sobie napisac do prezesa co najwyżej a prezes się ustosunkuje. No normalnie jeszcze mi się wszystko w środku kotłuje, ale nie popuszczę im, mściwe ze mnie stworzenie i zacięte.
Reasumując:
22.04.2006 - sobota wieczór: smród palonej gumy, aparat nie łaczy się z komputerem
24.04.2006 - sprzet trafia do serwisu
26.04.2006 - sprzęt jest do odebrania
27.04.2006 - odbieram sprzęt z rysą na obiektywie POD filtrem UV - serwis twierdzi, że aparat w takim stanie do nich trafił, odmowa spisania jakiegokolwiek protokołu o stanie apratu. Zero kontaktu do tajemnieczego "prezesa" - a jak się okazało wszelkie pisma które do nich skieruję, zarówno droga elektroniczną jak i tradycyjną przejdą i tak przez serwis a co za tym idzie przez ręce tego pana który przyjmował aparat i wydawał go.
Pismo do prezesa oczywiście napiszę, pewnie skonsultuję to także z serwisem konsumenta czy inszym rzecznikiem, wyskrobie też mejla do MINOLTY - w końcu to ich JEDYNY autoryzowany serwis w Polsce.
No ale własciwie to co ja jeszcze moge zrobić???
Może ktoś jeszcze miał nieprzyjemne perypetie z owym serwisem?
No a jak jeszcze nie maiłeś przyjemności to się sześć razy zastanów zanim oddasz im swój sprzęt!!!



LinkBack URL
About LinkBacks
Odpowiedz z cytatem