Dziś znów coś dla majsterkowiczów. Nie ma to jak kupa dziwnych rzeczy poniewierających się w domu i nadmiar czasu i głupich pomysłów.
Człowiekowi coś chodzi po głowie, siada, zaczyna kombinować, po czym słyszy z reguły od połowicy "Znów mi tu śmiecisz... Półeczkę byś mi tu zrobił, no wiesz taką...." I jesteśmy ugotowani. Na surowo.
Ad rem. Blenda 100x150 cm w warszawskim Eltecu to wydatek ok. 140 zł. Wprawdzie to aż 5 w jednym, ale nie zawsze nasza "Tajna Kasa Prezesa" dysponuje taką sumą. Spróbujmy więc zrobić coś taniej.
Na pomysł wpadłem po kilkakrotnej lekturze rozmaitych forów fotograficznych na których znalazłem linki do pewnego gościa w Stanach, który całe studio zrobił sobie z plastikowych rurek wodociągowych. Nie do wszystkiego ten materiał się nadaje (jest dość wiotki) ale gdy nie ma nic, wystarczy kawał drutu i taśma klejąca.

Obrzydliwy widok kanapowy, kompletny zestaw z pokrowcem. Od góry pokrowiec, na nim materiał rozpraszający, zwinięty odbłyśnik i rurki, rurki, rurki...
Jak widać na załączonym obrazku, potrzebne nam będzie trochę rurek wodociągowych PCV (tych do klejenia), trochę różnych szmatek, rzep i umiejętność szycia na maszynie. To ostatnie może załatwić mama, koleżanka, dziewczyna, chłopak, inne stworzenie (niepotrzebne skreślić).
Rurka to zwykła 1/2 calowa rura do zimnej (do ciepłej są droższe i wydaje mi się miększe) wody. Kupujemy w Leroy'u, OBI lub innym podobnym sklepie wraz z 4 kolankami i dwoma trójnikami. Same rury są sprzedawane w odcinkach 3 metrowych, co nam odpowiada, blenda ma bowiem 100x150 cm (w przybliżeniu, dojdą przecież jeszcze połączenia) co zniweluje straty materiału. Potrzebne będą dwie sztuki po ok. 4-6 zł/szt.
Teraz chlastanie. Dwa razy zmierzyć raz ciąć. Nie ma nic bardziej wkur... niż złe pocięcie materiału. Jedną rurę tniemy na trzy części po 1 m. drugą na... cztery po 75 cm. Tniemy piłką do metalu, brzegi cięcia wykańczamy nożem lub pilniczkiem (może być do paznokci).

Schemat montażu. Wiem, że zdjęcie jest poruszone. Nie czepiajcie się.
Tu mały fikuśny dowcip. w rurę, po obwodzie wprowadzamy... gumkę od majtek. Dowolną. Kolor też dowolny. Musimy tylko mieć jej ok. 5 metrów, bowiem tyle wynosi obwód blendy. Ja do wciągania użyłem miedzianego drutu z jakiegoś starego transformatorka.

Rurka. Nie z bitą śmietaną, tylko z gumką od majtek. Niezły hardcore...
Ramę już mamy, czas więc co nieco na niej rozpiąć. W warszawskim sklepie "Podróżnik" udało mi się kupić za ok. 34 zł matę pod materac. Z jednej strony czarna włóknina, z drugiej srebrna folia. Ale szał! Mata ma rozmiar 150x200 cm, więc wyjdą z niej dwie blendy.
Jak udało mi się dowiedzieć od sprzedawcy, towar pochodzi z krakowskiej firmy Kor-an
http://www.koran.com.pl/. Niestety, nie dzwoniłem do firmy, nie wiem więc, czy nadal handlują tym towarem.
Dla tych, którzy postanowią "murzyna"+odbłyśnik wykonać samemu polecam koc ratunkowy (9 zł w aptece) przyklejony do jakiegoś czarnego lub białego materiału (ok 6-8 zł metr w dowolnym sklepie z materiałami, bela ma z reguły szerokość 1,4 do 1,6 m). Kleimy za pomocą kleju w spreju, po czym całość zaprasowujemy na świeżo żelazkiem ustawionym na nylon. Prasujemy od strony materiału!
Teraz najtrudniejsze. Brzegi materiału podwijamy dwukrotnie po 5 mm i przeszywamy zygzakiem na maszynie. Do tak przygotowanej płachty doszywamy rzepy. I tu uwaga. Odcinki rzepu ok. 7 cm długości (długość ustalamy doświadczalnie) składamy razem meszkiem i haczykami "do góry", tak by po zawinięciu dały się spiąć. Nie składać rzepów "do siebie"!

Rzepy muszą iść "w jedną stronę"
Liczba i układ rzepów widoczny jest na zdjęciach.

Tu widać mniej więcej mocowanie.

Jeszcze raz detal mocowania i obszycia
Jako rozpraszacz posłuży nam biały (podkreślam BIAŁY) materiał podszewkowy do kupienia w bławatnym za jakieś grosze. Obszywamy go tak samo jak resztę paneli.
Pozostaje jeszcze worek na całość. Trochę materiału (dowolnego!) i pytamy mamę jak nam szyła worki na kapcie do szkoły. To tak naprawdę 2-3 szwy i kawałek sznurka lub tasiemki.
I na zakończenie coś dla posiadaczy tańszych chińskich statywów. Z reguły w płytce śruba nie ma uchwytu do dokręcania, tylko wcięcie na monetę. Ja wrzuciłem grosik pod płytkę. Telepie się niemiłosiernie, ale zawsze jest pod ręką...
Życzę wesołej zabawy. Za ucięte/pokłute paluchy nie odpowiadam.
_________
*Błąd w tytule jest jak najbardziej zamierzony.